Losowy tekscik:
Zatrzymywali się z uprawy ziemi i hodowli zwierząt, ale były rozrzucone pozornie bezładnie po okolicy, sięgając w kierunku wschodnim niemal do rzeki. Do każdego domostwa prowadziła ścieżka na tyle szeroka,by mógł nią swobodnie przejechać wóz konny. Piaszczyste te dróżki stawały się w miesiącach Kytorn, Flamerule i Eleasias, gdy słonce świeciło niemal bez przerwy, a deszcz podał rzadko, tak wyschnięte, że kiedy biegło po nich dziecko, gryzący kurz dostawał mu się bez przeszkód do nosa i ust. Świetnie pamiętała takie chwile z własnego dzieciństwa, gdy dokazywała beztrosko z kuzynami.
Nie, nawet zakładając, że pamiętała, gdzie stoi gospodarstwo jej rodziców, wciąż nie mogła poprowadzić Aldorenta, ponieważ nie wiedziała, w którym dokładnie miejscu znajdują się obecnie. Jej niepełnosprawność była bardzo dużym utrudnieniem. Gdyby widziała, z pewnością trafiłaby z tak bliska do domu bez niczyjej pomocy.
Budynki we wsi nie były numerowane, jak działo się to w miastach, jeśli chciało się kogoś znaleźć, należało po prostu rozpytywać o tę osobę po nazwisku. W Sokole wszyscy znali wszystkich. Ta zasada dotyczyła w szczególności jej rodu.
-Wyjdź i zapytaj kogoś – bąknęła ze zdenerwowaniem. – Wystarczy, że zagadniesz o rminę Amno. To córka przywódczyni, każdy wskaże nam drogę do jej domu.
-Zapytajmy razem – zaproponował. – Ty jesteś stąd. Ludzie będą mniej nieufni. Jeśli pójdę sam, będę musiał najpierw odpowiedzieć na mnóstwo pytań.
-Nie – skuliła się jak przestraszone dziecko, jeszcze mocniej przyciskając twarz do zagłówka. – Nie pójdę. Nie chcę, żeby ktoś na mnie patrzył.
-Derro, twoja gromada na pewno bardzo ucieszy się z twojego powrotu – odparł, starając się, by zabrzmiało to łagodnie. – Nie masz się czego bać. Nie wylecimy nagle w powietrze.
Pies nareszcie ucichł, udobruchany pieszczotami swej niewidomej pani, i ułożył się wygodnie na twardej podłodze, wyciągając z godnością przednie łapy i kładąc na nich wąski pysk o arystokratycznym kształcie. Korzystając z okazji, że jej „dziecko” chwilowo nie potrzebujemy kłopotów. W pobliżu tych doków może kręcić się akurat inny Eliminator. Jest to nawet bardzo prawdopodobne, bo ZSS wydzierżawiło dziesięć stanowisk jedno przy drugim.
Po chwili milczenia dorzuciła jeszcze:
-Będę zaraz mieć wizję i dlatego chcę być przez chwilę sama!
Świeży, młodzieńczy głos Derry dochodził jakby z wielkiej odległości, unoszony szalejącym wokół łodzi wiatrem. Lorana wzruszyła ramionami i skrzyżowała kolana, za wszelką cenę usiłując stłumić niepokój o partnerkę. To był chyba jeden z tych momentów, gdy powinna pozwolić Derze na trochę wolności, zamiast zamęczać ją swoją nieustanną opieką. W końcu Entorianka, pomimo swojego kalectwa, była dorosłą dziewczyną. Pewnie będzie na tyle rozsądna, by rozumieć złożoność sytuacji, ale chyba się pomyliłem. Wykorzystujesz naiwne dziecko, bo żadna równieśnica nie miała chęci bawić się z tob w związek. Gdybym wiedział, jaka jesteś, zastanowiłbym się pięć razy, zanim oddałbym ci Derrę. Wolałbym zawieźć ją do jednego z gardyjskich klasztorów.
-A co ty wiesz o Gardzie? – rzuciła ze złością i zarazem poczuciem wyższości, spowodowanym posiadaniem wiedzy, której jemu najwyraźniej brakowało. – Dopiero tam zrobiliby jej pranie mózgu. Wszyscy mądrzy ludzie trzymają się od tego kraju z daleka. Zapamiętaj sobie, że teraz jego ciało powinno wytrzymać właściwie wszystko. Od owego owocnego w zdarzenia czasu na przełomie ostatnich miesięcy Eleasias i Mirtul był nadczłowiekiem, zdolnym do podjęcia bez uszczerbku dla organizmu wysiłku, który zwyczajnego, pracującego spokojnie za biurkiem mężczyznę natychmiast by zabił. Co więcej, miał być zdolnym do dokonania tej sztuki także wtedy, gdy z innych mężczyzn w jego wieku zostanie tylko szkielet lub urna z procami, w zależności od wybranej wersji pochówku.
Zatrzymywali się z uprawy ziemi i hodowli zwierząt, ale były rozrzucone pozornie bezładnie po okolicy, sięgając w kierunku wschodnim niemal do rzeki. Do każdego domostwa prowadziła ścieżka na tyle szeroka,by mógł nią swobodnie przejechać wóz konny. Piaszczyste te dróżki stawały się w miesiącach Kytorn, Flamerule i Eleasias, gdy słonce świeciło niemal bez przerwy, a deszcz podał rzadko, tak wyschnięte, że kiedy biegło po nich dziecko, gryzący kurz dostawał mu się bez przeszkód do nosa i ust. Świetnie pamiętała takie chwile z własnego dzieciństwa, gdy dokazywała beztrosko z kuzynami.