Losowy tekscik:



Budynki we wsi nie były numerowane, jak działo się to w miastach, jeśli chciało się kogoś znaleźć, należało po prostu rozpytywać o tę osobę po nazwisku. W Sokole wszyscy znali wszystkich. Ta zasada dotyczyła w szczególności jej rodu.
-Wyjdź i zapytaj kogoś – bąknęła ze zdenerwowaniem. – Wystarczy, że zagadniesz o rminę Amno. To córka przywódczyni, każdy wskaże nam drogę do jej domu.
-Zapytajmy razem – zaproponował. – Ty jesteś stąd. Ludzie będą mniej nieufni. Jeśli pójdę sam, będę musiał najpierw odpowiedzieć na mnóstwo pytań.
-Nie – skuliła się jak przestraszone dziecko, jeszcze mocniej przyciskając twarz do zagłówka. – Nie pójdę. Nie chcę, żeby ktoś na mnie patrzył.
-Derro, twoja gromada na pewno bardzo ucieszy się z twojego powrotu – odparł, starając się, by zabrzmiało to łagodnie. – Nie masz się czego bać. To twój dom. Nikt cię tu nie skrzywdzi.
-Nigdzie nie jest bezpiecznie, nie rozumiesz tego? – Derra wyrwała rękę, znów krzyżując je obie na podołku. – Oni są jak jastrzębie, gotowi spaść bez ostrzeżenia nawet na środku oceanu. Wywieziesz mnie teraz do jakiegoś następnego kraju i co dalej? Tam też mnie znajdą i będę tak uciekać bez ustanku? Nie, nie mam ocoty tak żyć.
-To tylko... jeszcze ten jeden raz, Derro. Zaufaj mi. No, bądź dobrze wychowaną dziewczynką i ubierz się porządnie, bo czeka nas daleka droga.
-Jeśli chcesz, jedź sama, tylko szybko wracaj. Będę na ciebie czekała w naszym domu.
-Derro, nie doprowadzaj mnie do wściekłości.
-Bo co mi zrobisz? Znów mnie uderzysz? – krzyknęła wyzywająco, wysuwając do przodu brodę o wyrazistych rysach. – Lorano, boję się. Jakieś przeczucie mówi mi, że nie powinnyśmy wyjeżdżać – uderzyła dla odmiany w płaczliwy ton. – Jeśli to zrobimy, zdarzy się coś złego.
-Coś złego się zdarzy, jeśli tu zostaniemy.
-Tak bardzo nie chcę cię stracić! – wybuchła Entorianka, znów zasłaniając twarz dłońmi. – Nie rozumiesz, że nie dam rady przejść przez to jeszcze raz? Nie mogę wciąż tracić wszystkich, których kocham! To mnie w końcu zabije!
-Ale najpierw tamci cię zabi... – przerwała nagle i objęła młodziutką partnerkę opiekuńczym gestem. Przytuliła ją mocno i głaskała uspokajająco jej ramię. Derra mogłaby przysiąc, że wie, jak wyglądają w tym momencie przeszczęśliwa, ponieważ spełniało się właśnie jej największe, dziecięce marzenie o powrocie do miejsca, do którego należała, tymczasem czuła się teraz tak, jakby bardzo długie pasmo nostalgii i cierpień dobiegło nareszcie końca. Za chwilę odbierze od świata upragnione zadośćuczynienie.